John Higgins w drugiej rundzie UK Championship

(2012-12-01 15:52:46)
John Higgins w drugiej rundzie UK Championship

Dzisiaj rozpoczął się ostatni duży turnieju rankingowy w 2012 roku, czyli UK Championship. Zawody ponownie odbywają się w hali Barbican Centre w Yorku, a sponsorem tytularnym turnieju po raz drugi jest Williamhill.com. Tytułu broni Judd Trump, który we wspaniałym zeszłorocznym finale pokonał Marka Allena 10-8. W tym roku jednak organizatorzy zerwali z tradycją wedle której mecz otwarcia turnieju należał do obrońcy tytułu. W pierwszej sobotniej sesji zobaczyliśmy mecze Johna Higginsa i Michaela Holta oraz Barry'ego Hawkinsa i Lianga Wenbo. Awans do dalszej gry wywalczyli zawodnicy rozstawieni, czyli Higgins i Hawkins

Michael Holt z pewnością nie był faworytem w starciu z czterokrotnym mistrzem świata. Nie od dzisiaj słynie z tego, że wiele pojedynków przegrywa w "głowie" i należy do tych zawodników, którzy po prostu nie radzą sobie z nerwami. Tak było i tym razem. Anglik otrzymał wiele szans od przeciwnika, a jednak zamienił je tylko na trzy frejmy.

Pierwsze oznaki tego, że niewiele zmieniło się w mentalności "Hitmana" widzowie zobaczyli już we frejmie otwierającym meczu. Holt odrabiał wówczas sporą stratę do Higginsa i miał za sobą kilka trudnych uderzeń, kiedy przytrafiło mu się pudło na łatwej ostatniej czerwonej, którą zostawił na tacy Higginsowi. Szkot potrzebował tylko tej bili oraz czarnej, aby Michael znalazł się w potrzebie snookerów.

W drugim frejmie punktowanie rozpoczął "Czarodziej z Wishaw", ale uzbierał tylko 33 punkty, a następnie przegrał rozgrywkę na odstawne. Kiedy Holt wbił pierwszą czerwoną Dennis Taylor, komentator stacji BBC, stwierdził, że jest to najlepsza szansa jaką dotąd dostał Michael. Faktycznie, z tej szansy dwukrotny zwycięzca turniejów PTC zrobił wygrywające podejście, a dokładnie 67 punktów.

John Higgins zapewne nie chciał, aby jego rywal zyskał zbyt dużo pewności siebie, więc w trzecim frejmie przetrzymał go na foteliku, a sam skonstruował brejk w wysokości 116 punktów. Nie była to jednak pierwsza "setka" w turnieju, gdyż od 101 "oczek" swój mecz rozpoczął Barry Hawkins.

Ostatni frejm przed regulaminową przerwą u Szkota i Anglika trwał kilkanaście minut dłużej, niż powinien. Winny temu był Michael Holt, który osiągnął solidną przewagę, ale pomylił się w momencie, gdy Higgins potrzebował tylko jednego snookera, a jak wiadomo John w takich sytuacjach się nie poddaje. Widzowie byli świadkami m.in. rewelacyjnego dubla na czerwonej z wyjściem po kilku bandach na czarną w wykonaniu Szkota, faulu Holta na nietrudnym snookerze, a chwilę później autosnookera Higginsa przy wyjściu z żółtej na zieloną, ale ostatecznie to młodszy ze snookerzystów wygrał czwarty frejm.

Po przerwie Higgins znów wysunął się na prowadzenie, wygrywając frejm wynikiem 72-10, ale obyło się bez brejka pięćdziesięciopunktowego. Takowy udał się Szkotowi w kolejnej partii, ale nie przyniósł on zwycięstwa autorowi. Higgins niespodziewanie spudłował prostą czerwoną, mając 56 punktów przewagi. Michael Holt w kilku podejściach odrobił straty, a nawet wyszedł na prowadzenie i wygrał frejm na różowej. Nie obyło się jednak bez charakterystycznych dla Holtowej gry kłopotów z kontrolą bil, a także elektrycznych ruchów po każdym gorszym zagraniu, ale najważniejszy był efekt końcowy. Na tablicy wyników pojawił się zatem kolejny remis: 3-3.

Można było pomyśleć, że szykuje się punkt zwrotny w meczu, albowiem nawet tak silny mentalnie gracz jak Higgins musiał boleśnie odczuć porażkę w szóstym frejmie. Może faktycznie Szkot miałby kłopoty z wygraniem tego meczu, gdyby jego przeciwnik potrafił pójść za ciosem i wykorzystać nadarzające się w trzech kolejnych frejmach okazje. Michael Holt jednak nie był w stanie tego zrobić Irytował się tylko coraz bardziej, kiedy Higgins wbijał trzy brejki powyżej pięćdziesięciu punktów (51, 75, 57), które mogły należeć do niego. Mecz zakończył się zasłużonym zwycięstwem czterokrotnego mistrza świata 6-3.

Nieco więcej kłopotów z awansem do drugiej rundy miał Barry Hawkins. Jak już wspomniałem mecz rozpoczął wyśmienicie, bo od brejka w wysokości 101 punktów. W drugim frejmie osiągnął 66 punktów w podejściu i prowadził już 2-0. Liang Wenbo wywalczył zwycięstwo w trzeciej partii, ale w ostatnim frejmie przed przerwą Barry wbił trzeci brejk powyżej pięćdziesięciu punktów (51) i nic nie zapowiadało mocnego startu Lianga w drugiej części spotkania.

Tymczasem Chińczyk, gdy tylko powrócił do stołu po regulaminowej przerwie udowodnił, że wcale nie jest gorszy od swojego przeciwnika. Brejki 71, 68 i 102 skutecznie wbiły w fotel Hawkinsa, który w szybkim tempie stracił prowadzenie i był jedną partię "w plecy". Kluczowa okazała się partia ósma, w której najpierw 32 przewagi uzyskał Lianga, a następnie Hawkins małymi krokami zbliżał się o niego z wynikiem punktowym, aż w końcu wygrał frejm 63-34. Seria Chińczyka została przerwana, więc Anglik pewnie odzyskał nieco wewnętrznego spokoju. Dwie ostatnie partie zostały przez niego zdecydowanie wygrane (pierwsza z nich z brejkiem 56) i spotkanie zakończyło się wynikiem 6-4.

Oto wyniki meczów pierwszej sobotniej sesji turnieju UK Championship:

John Higgins 6-3 Michael Holt
57-24, 33-69(67), 124(116)-1, 38-72, 72-10, 56(50)-68, 78(51)-36, 75(75)-17, 66(57)-15

Barry Hawkins 6-4 Liang Wenbo
101(101)-0, 88(66)-33, 43-64, 93(51)-12, 59-77(71), 1-85(68), 0-132(102), 63-34, 93(56)-9, 62-1

Obecnie w Yorku toczą się dwa kolejne mecze pierwszej rundy: Ding Junhui - Ryan Day oraz Stephen Maguire - Fergal O'Brien.

autor: Mickey147

Dodaj komentarz Komentarze (1)
I nie jest źle. JPS (2012-12-01 17:12:29)

A że Jasiek (z tego co pisze Mickey) nie zachwycił? Bardzo dobrze. Pierwsze śliwki robaczywki... PS. Mecz Stephena z Fergalem raczej pełznie, niż się toczy.