Judd Trump na własne życzenie odpada z UK Championship!

(2012-12-02 19:52:40)
Judd Trump na własne życzenie odpada z UK Championship!

Przed chwilą doszło do pierwszej sensacji w turnieju UK Championship. Obrońca tytułu i aktualny lider światowego rankingu Judd Trump zaliczył blamaż w pierwszej rundzie zawodów, przegrywając ze słabo dysponowanym Markiem Joycem 5-6.

Początek meczu nie zapowiadał żadnych kłopotów do młodszego z Anglików. Joyce był wyraźnie zdenerwowany i mylił się na prostych bilach, co tylko zachęcało Trumpa do coraz odważniejszej gry. W partii drugiej 23-latek popisał się brejkiem w wysokości 104 punktów, a gdy podwyższył prowadzenie na 3-0 bardziej prawdopodobne wydawało się wygranie meczu na "sucho", niż spektakularny powrót Joyce'a.

W tym momencie należy jednak wspomnieć, że panowie grali ze sobą w UK Championship przed dwoma lata i wtedy w meczu o ćwierćfinał Mark Joyce wygrał 9-7. Juddowi powinna zatem zaświecić się w głowie lampka ostrzegająca przed lekceważeniem przeciwnika. Nie zapaliła się i to zgubiło młokosa.

Kłopoty zaczęły się w partii czwartej, gdy rozhulany już na dobre Trump budował punktowe podejście. Czuł się już bardzo pewnie i atakował z powodzeniem trudne bile. Przy 37 przewagi przyszedł jednak moment, w którym Judd zgubił optymalną pozycję do koloru i miał przed sobą dwie możliwości: mógł postawić snooker za niskim kolorem i czekać na błąd rywala albo mógł ścinać trudną niebieską do lewego środka. "Ace" wyszedł zapewne z założenia, że skoro wychodzi mu praktycznie wszystko to czemu by nie zaatakować niebieskiej. Przeciął ją wyraźnie i więcej punktów już w tym frejmie nie zdobył. Na raty wygrał ją Joyce i na przerwę schodził nie z wynikiem 0-4, jak powinien, ale z wynikiem 1-3.

W początkowych fragmentach drugiej części meczu komentujący ten mecz dla stacji BBC Stephen Hendry, widząc, że coś jest z Trumpem nie w porządku, stwierdził, że Judd powinien się skoncentrować, grać z szacunkiem do rywala i wygrać ten mecz najszybciej jak się da. Niby to takie proste i oczywiste, a jednak nie zastosował się do tej rady zawodnik pretendujący do miana najlepszego gracza na świecie. Owszem, udało mu się wyjść na prowadzenie 4-1 i 5-2, ale bardziej dzięki błędom przeciwnika, niż swoim zasługom. Zaczęły szwankować przede wszystkim długie wbicia, które są atutem zwycięzcy International Championship.

Kiedy jednak 23-latka dzielił tylko frejm od wygranej wydawało się, że nawet będąc w gorszej dyspozycji nie może już tego meczu przegrać. Wystarczy przecież tylko jeszcze jeden dobry brejk, kilka minut koncentracji. Ale chyba tej koncentracji i zwyczajnego szacunku do rywala zabrakło. W partii ósmej uzbierał tylko 7 punktów, a Joyce wbił swój najwyższy brejk meczu w wysokości... 57 punktów. Potem Judd namęczył się co niemiara, aby ustawić skuteczne snookery Joyce'owi, a kiedy już to uczynił i mógł wygrać frejm i mecz, ale nadzieje mu odbierał pięknymi długimi zagraniami Joyce, óry, co trzeba przyznać, grał z frejma na frejm coraz lepiej.

Przy stanie 4-5 Judd mógł poczuć rosnącą presję, ale kiedy w partii dziesiątej nie zdobył nawet punktu i na tablicy wyników pojawił się rezultat 5-5 młokosa zaczęła prawdopodobnie ogarniać panika z powodu jak najbardziej realnej perspektywy wstydliwej porażki. Na początku "decidera" błąd popełnił Mark Joyce, pudłując łatwą czerwoną z przyrządu. Na jego szczęście podejście punktowe Trump nie dotarło nawet do czterdziestu punktów. Joyce zdołał pohamować emocje i kiedy nadarzyła się ku temu okazja trafił czerwoną z półdystansu, a następnie dołożył różową do środka z ładnym pokierowaniem białej w grupkę czerwonych. Mimo ciążącej presji skrupulatnie zdejmował wszystkie bile za jeden punkt, aż w końcu wpadła ostatnia. Wówczas Joyce poprosił sędziego o wyczyszczenie bil, sam przetarł ręcznikiem dłoni i trafił czarną bilę, po której obrońca tytuł potrzebował dwóch snookerów. Walka o nie trwała jeszcze dobrą chwilę, Markowi przytrafiło się nawet oddać punkty rywalowi, ale ostatecznie Trump nie zdołał odwrócić losów partii.

Obrońca tytułu i lider światowego rankingu jak niepyszny opuścił halę Barbican Centre w yorku, żegnając się w fatalnym (nie bójmy się tego słowa) stylu z zawodami, w których był stawiany w roli faworyta. Ale niech to będzie nauczka dla młodego Anglika, że bile same nie wpadają, a rywal choćby nie wiem jak słabo nie odda meczu. Nic nie jest skończone, dopóki się nie skończy, nawet jeżeli przy stole gra obecna gwiazda snookera. Dziś Judd o tym zapomniał i dlatego, całkiem zasłużenie, odpadł z zawodów. Czy wyciągnie wnioski? Oby tak było, bo przecież takie wpadki nie powinny zdarzać się liderowi rankingu, pretendującemu do miana najlepszego gracza na świecie.

W świetle tych wydarzeń na nieco dalszy plan zszedł mecz Steve'a Davisa i Alllistera Cartera. Sześciokrotny mistrz świata nie był dziś dobrze dysponowany i właściwie ugranie dwóch frejmów powinien odbierać jako sukces. Pozytywny fragment meczu odnotował, gdy mecz był niemalże przesądzony. Przy stanie 1-5 popisał się wtedy brejkiem 85. Całe spotkanie przegrał 2-6 i właściwie tyle można napisać, bo i Allister Carter nie wyróżnił się niczym szczególnym, a mecz wygrał z 87-procentową skutecznością na wbiciach.

We wcześniejszych meczach, o których nie napisaliśmy doszło do jednej małej niespodzianki. Graeme Dott, grając przeciętnie, pokonał Martina Goulda 6-5 (od stanu 3-5). Mark Selby pokonał także wczoraj wieczorem Michaela White'a 6-3. W dzisiejszej pierwszej sesji Shaun Murphy po o wiele trudniejszym dla niego meczu, niż wskazuje wynik wygrał z Robertem Milkinsem 6-3, a Mark Davis bez kłopotu pokonał notującego spadek formy Cao Yupenga 6-1.

autor: Mickey147

Dodaj komentarz Komentarze (18)
Alex. JPS (2012-12-04 01:20:00)

Wiesz, za najlepszych na świecie można też uznać Top 16 z przyległościami. Ale zawężenie peletonu do duetu Jasiek - Judd to już przesada. Żeby nie było, że tylko Judda się czepiam: co takiego pokazał Higgins? Niesamowity powrót w Szanghaju, maks, solidna gra w Lidze, a poza tym przeciętniactwo w stylu Murphy'ego (w najlepszym razie, bo przeca jeszcze mieliśmy porażkę Jaśka w I rundzie chińskiego UKC z jakimś ogórem, o którym ludzkie ucho nie słyszało). Niedawno bodaj Sobotch przywoływał fakt, że każdy turniej miał innego zwycięzcę. Powtórzę: panowie równają w dół i to w dół, którego dno jest głęboko w Rowie Puerto Rico. Prawda taka, że przy nowym kalendarzu i zmęczeniu zawodników równie dobrze można by było dać sobie spokój z UKC i rzucić parę razy monetą. Przepraszam, ale o ile mamy czołówkę, o tyle na miano najlepszego na świecie obecnie nie zasługuje dla mnie absolutnie nikt, bo miana najlepszego nie zdobywa się wygrywając coś raz na ruski rok wedle zasady, która mówi, że na świętego Jana to i miotła strzeli. A jeśli porównać całą karierę, to (imho) ogromne sukcesy Judda pozwalają mu ujrzeć w mglistej dali przed sobą plery takiego na przykład Marco Fu. Dobra. Z mojej strony na pewien czas EOT.

Kto najlepszy? Alex (2012-12-03 22:10:46)

Jak Selby był top1, to też się go czepiano, bo miał mało tytułów. ;) Trumpa można nie lubić, bo ma specyficzny styl gry, który starym fanom snookera może nie przypaść do gustu. Niestety wypada uznać go za jednego z najlepszych na świecie (aktualnie, nie z punktu widzenia wieloletniej kariery). Ranking tak zupełnie z kosmosu się nie bierze...

Jeszcze w sprawie sympatii. JPS (2012-12-03 21:26:20)

Mickey. Nawiasem mówiąc, Twojego Szkota, który nie nazywa się Trump, również płomiennym uczuciem nie darzyłem. Podobnie jak pana, który wbił dziesięć razy 147 i raz 140+7. Jednak gdybyś nazwał któregoś z nich najlepszym na świecie, słowa bym nie pisnął. Wystarczy wyguglać sobie listę pucharów obu panów. Więcej w tym temacie ode mnie za czas jakiś.

W sprawie młokosa. JPS (2012-12-03 21:22:58)

Słowo to oznacza tylko i wyłącznie kogoś w młodym wieku lub zachowującego się niekiedy w... powiedzmy, że niedojrzały sposób. Mickey - ja po prostu słyszałem, że mieli dominować Shaun, Selby, Kangur i kto tam jeszcze. Shaun jest solidnym średniakiem, Selby jest cieniem samego siebie, do Neila na dobre przylgnął tytuł najgorszego mistrza świata. Nie widzę żadnego powodu, dla którego z Trampem miałoby być inaczej. Zwłaszcza, że przy osiągnięciach wymienionej trójki cały czas wypada blado jak ta ściana. A jeśli chcesz oceniać grę w wygranych turniejach, to dla mnie naprawdę na dzisiaj numerem jeden jest Bingham. Przy czym jestem jak najdalszy od twierdzenia, że Stuart (którego bardzo lubię) kandyduje do miana numeru jeden na świecie. Aha, Judda nie znoszę, szczera prawda.

Odpowiedź Mickey147 (2012-12-03 19:21:34)

Najwyższy brejk mojego geniusza wynosi 147 punktów i to w dodatku wbite 11 razy i bynajmniej ten Szkot nie nazywa się Trump, to po pierwsze. Po drugie, nigdzie nie napisałem, że Trump ma świat u stóp, po prostu stwierdziłem, że jest obecnie jednym z najlepszych zawodników na świecie. Takie jest moje zdanie i mogłem go nie wygłaszać, ale gdybyśmy pisali tylko suche pomeczówki bez żadnych ocen to mało kto by to czytał. Przykro mi, że może za mało obiektywnie podszedłem do Trumpa. Możliwe, że gdyby pisał kto inny, to zmieszałby Judda z błotem i byłoby lepiej. Z drugiej strony wydaje mi się, że Ty, JPS-ie, jesteś do Trumpa nadto uprzedzony i również nie do końca sprawiedliwy. P.S. Czy numer jeden rankingu nie może być młokosem? W każdym Judd zagrał wczoraj właśnie jak młokos.

Judd ... (2012-12-03 13:28:06)

Prosze o nie nazywanie Judda Trumpa "młokosem" ponieważ jest to numer 1 Światowego Rankingu

W sprawie Trampa JPS (2012-12-03 11:54:18)

W wygranych TURNIEJACH? Przepraszam, chyba TURNIEJU? Jednym, do tego śmiesznym? Poza tym każdy wygrany turniej ma to do siebie, że zwycięzca gra w nim dobrze (dlatego wygrał, nieprawdaż?). Na tej zasadzie mógłbyś napisać po AGO, że do miana najlepszego na świecie pretenduje Barry Hawkins. Setki? Przypomina się casus Selby'ego, który pojechałby grać nawet w Pułtusk Open, byle tylko dołożyć ze dwie '100', nieważne, że później z ważniejszego turnieju leciał z hukiem na samym początku, bo po podróży zatłoczonym autosanem z Pułtuska chwiał się na nogach. Poza tym naprawdę, nie jeden Judd potrafi wbijać setki, w dodatku ostatnimi czasy w meczach z rywalami z choć trochę wyższej półki różnie to bywa, nie udało się nawet w Chinach z Piotrem Zdemolowanym, Bingham (Liga), Robson (finał PLS)... Setka goniła setkę, słowo daję! A co facet wbija na Zlotach Ogórów, to naprawdę niewiele mnie interere... (Proponuję obejrzeć sobie mecze ligowe Stuarta albo niedawny pojedynek Stephen - Fergal...). Ranking? Gra gdzie się da, to i punkty zbiera. Również przypomina się Selby. Nawiasem mówiąc, jestem dość spokojny o to, że po MŚ numerem jeden chłopaczyna już nie będzie. Od razu uprzedzam, nie zamierzam mówić, że najlepszy jest Higgy, a potem długo, długo nic, w tej chwili poziom kilku zawodników jest mniej więcej wyrównany, tyle że w porównaniu z sytuacją sprzed dajmy na to dwóch lat jest to niestety równanie w dół. Aha, Trampa w grupie tych zawodników jakoś nie widzę, niech wygra chłopina coś poza nową kitajską hucpą Parteigenosse Hearna, to być może łaskawie zechcę się zastanowić, czy nie dopisać go gdzieś daleko za np. Binghamem (gra w wygranych turniejach, setki) i Robertsonem (gra w wygranych turniejach). Wasze zachwyty Trampem przypominają mi zdanie z 'Ogniem i mieczem: 'Rzeczpospolita leżała w pyle u stóp kozaka.' Na całe szczęście Trampowi do Chmiela baaardzo daleko, a świat u stóp chłopaczyna ma tylko w wyobraźni kilku osób, do których ku swojemu zdziwieniu należy dopisać jeszcze autora powyższej pomeczówki, całkiem rzeczowej, nawiasem mówiąc (poza jednym drobiażdżkiem, którego się czepnąłem). PS. Nieśmiało przypomnę, że najwyższy break w karierze Twojego geniusza to całe 144. Już nawet Różowy Boazerio ostatnio go przegonił.

Trump Mickey147 (2012-12-03 07:29:23)

Podałbym rzeczowe argumenty, ale też mi się jakoś nie chce. Generalnie uważam, że liczba wbitych w tym sezonie setek, gra w wygranych turniejach i pozycja w rankingu mówią same za siebie. Na tę chwilę o miano "the best" Judd walczy tylko z Johnem Higginsem.

Maciek... JPS (2012-12-03 01:36:54)

'Nasz' Maciek z forum? :-)

Stephen Lee Maciek (2012-12-02 22:01:46)

LemmyK - Lee nie grał bo jest zawieszony przez federację (chodzi o możliwe manipulację przez jednym z meczów w Lidze)

Lee sobotch (2012-12-02 21:34:53)

... jest zawieszony do końca śledztwa, a zatem do nie wiadomo kiedy. Pytanie, czy komisyjki będą miały równie wielkie jaja, żeby wszcząć dochodzenie w sprawie meczu Trumpa, który parę dni temu jawnie wyznał w wywiadzie dla BBC, że nie podobają mu się zbyt niskie zarobki. Pożyjemy, zobaczymy.

i Trump. JPS (2012-12-02 21:25:14)

Przeczytałem całość. Poprosiłbym o choć jeden rzeczowy argument na poparcie teorii, wg której zawodnik z ilością zwycięstw w MŚ-UKC-Masters 0-1-0 ma aspirować do miana najlepszego na świecie... ale nie chce mi się.

Lee. JPS (2012-12-02 21:22:51)

Stephen jest zawieszony na czas śledztwa w sprawie rzekomego ustawienia ligowego meczu z Johnem Higginsem.

Stephen Lee gagus04 (2012-12-02 21:22:22)

Stephen Lee jest zawieszony z powodu podejrzenia ustawienia meczu z Higginsem w Premier League

A propos nieobecnych... LemmyK (2012-12-02 20:55:33)

Proszę o info dlaczego sympatyczny Stephen Lee nie zaszczycił obecnością tego turnieju...

Czy to dobrze czy źle dla Trumpa ? LemmyK (2012-12-02 20:51:50)

Muszę przyznać, że lubię patrzeć jak Trump gra, szczególnie wtedy gdy robi to ze swego rodzaju nonszalancją. Nic jednak nie usprawiedliwia lekceważenia przeciwnika, a czasem mam wrażenie, że Judd czuje się "lepszym" od innych. Oby ta porażka podziałała na niego trzeźwiąco...

Uj... Już Po Szczylu (2012-12-02 20:24:48)

Geniusz Trampa ostatnio lśni tak pełnym blaskiem, aż wręcz oślepia. Ale pewnie tylko w hali było za duszno, za ciemno, za mokro, za głośno, za gorąco, za zimno...

v t (2012-12-02 20:19:26)

Wałek roku