Kolejni faworyci jadą do domu. UKC niespodzianek

(2012-12-04 00:38:01)
Kolejni faworyci jadą do domu. UKC niespodzianek

Pamiętacie, kiedy ostatni raz udało Wam się obejrzeć dobry mecz w wykonaniu sympatycznego, acz zwykle nieskutecznego Marka Kinga? Sam zainteresowany rozwiązał dziś ten problem, w bardzo dobrym stylu wygrywając z faworyzowanym Markiem Williamsem 6-3. W drugim równolegle rozgrywanym meczu walczyli Ricky Walden i 17-letnia nadzieja belgijska, Luca Brecel. Walczyli to bardzo adekwatne słowo w tym przypadku, ponieważ cały mecz zakończył się po długich 11-stu frejmach. Jako pierwszy do sześciu partii dobił Belg.

Mark King już od samego początku zadziwiał spokojem, dobrymi decyzjami i zwykle dobrym, solidnym wykonaniem. O ile w pierwszym frejmie lepszy był jeszcze Williams (brejk nieco ponad 50 punktów), to dalsza część meczu należała już tylko do jednego gracza. Cztery kolejne partie wygrywał King niemal w identyczny sposób - w dwóch podejściach osiągając albo wystarczającą ilość punktów do wygrania na czysto, bądź zostawiał rywala w potrzebie jednego-dwóch snookerów. I to działało znakomicie - przez cały ten czas Williams nie potrafił się odnaleźć ani na jotę, a skuteczność jego wbić nie przekroczyła w pierwszych sześciu partiach 80%, co przy jego klasie było wynikiem zaiste skandalicznym.

Przy stanie 4-1 King stwierdził, że skoro wychodzi mu dziś bardzo dużo, to może warto pokusić się wreszcie o jakąś setkę? Założony plan wykonany został w 100%, mimo że musiał się sporo napracować ze wzajemnie zasłaniającymi się czerwonymi. Było już 5-1 i bardzo niewiele osób było w stanie uwierzyć, że coś się jeszcze w tym meczu zmieni. Williams znalazł w sobie na tyle dużo motywacji, żeby rozpocząć jakikolwiek powrót i wiele rzeczy, które partolił dotąd raz za razem, zaczęło mu nagle wychodzić. Dwa kolejne wygrywające brejki (71 i 105) sprawiły, że King musiał się nagle zacząć przejmować najważniejszym dla siebie frejmem i na szczęście zamienił myśli w czyn. W dziewiątej partii meczu King z trudnego układu zbudował brejk 53, po którym oglądaliśmy kilkanaście minut odstawnych (dobrej klasy, dodajmy). Koniec końców Williams zdecydował się na trudny wózek na czarnej bandzie z przyrządu, który zakończył się pozostawieniem czerwonej między szczękami kieszeni. Kingowi pozostawało zatem wbić kilka ostatnich pojedynczych bil i przyjąć poddanie meczu przez Walijczyka.

Tymczasem na drugim stole toczył się dużo bardziej zacięty pojedynek. Ricky Walden co chwilę wychodził na prowadzenie z Luką Brecelem, ale też równie szybko je tracił. Po dwóch frejmach notowaliśmy już 2-0 dla Anglika po całkiem przyzwoitej grze (dwa lub trzy podejścia w pierwszym, 79 w drugim) i wtedy zaczęły się kłopociki. W trzeciej partii Brecel w kilku podejściach pozostawił Waldena w potrzebie trzech snookerów, których ów szukał dobrych kilkanaście minut. I znajdował, natomiast wyjścia Belga były całkowicie bezbłędne. W pewnym momencie młody wbił kilka kolejnych kolorów, zapisując na swoim koncie dziewiczą partię. Skoro Walden popełniał błędy, wypadało pójść za ciosem: po 68-mu punktach Anglika Brecel postawił skuteczny snooker i w bardzo efektowny sposób ukradł partię, doprowadzając do remisu mimo nędznej skuteczności wbić na poziomie 78%.

Tuż po przerwie ponownie lepiej skoncentrowany był Walden - dwa solidne brejki 64 i 94 ponownie pozwoliły mu objąć dwufrejmowe prowadzenie, ale znów nie miał chłop siły, by je utrzymać bądź powiększyć. Luca najpierw odwdzięczył się podobnym 64, po czym w kilku słabo punktowanych podejściach wygrał partię nr 8 (całe mnóstwo błędów z obu stron) i zrobiło się 4-4. O kolejnych dwóch partiach wystarczy napisać, że trwały ponad godzinę i każdy z zawodników zapisał na swoim koncie po sztuce. W deciderze, który również trwał lekko ponad pół godziny, trzech szans potrzebował Brecel, żeby wyjść na prowadzenie 52-13 i ostatnich sześciu kolorach na stole. Walden miał swoje okazje, ale wyraźnie było widać, że nerwy tym razem całkowicie zjadają go od środka. Na koniec Brecel wbił długą żółtą, po czym zasłonił zieloną. Po pierwszym pudle Walden podał młodszemu rywalowi rękę, po 4,5 godzinach gry.

Spodziewał się ktoś takich rozstrzygnięć???

autor: sobotch

Dodaj komentarz Komentarze (4)
UKC ja (2012-12-04 18:02:11)

Wg mnie mówienie że UKC jest turniejem niespodzianek, to lekka przesada. W pierwszej rundzie odpadło ich raptem może 3-4 w drugiej dopiero pierwszy. przecież to logiczne że te wielkie nazwiska nie zawsze będą dochodzić do półfinałów i finałów, tak było jest i będzie ;) Myślę że mimo iż Williams w snookerze to bardzo znana i poważana marka, to nikt nie wykluczał że może odpaść tym bardziej że w IC nie zaprezentował się najlepiej. Dlatego pisanie komentarzy typu " Spodziewał się ktoś takich rozstrzygnięć??? " i ciągłe podbudzanie emocji że niby wielka niespodzianka że odpadł Wiliams i Ding który nie może sobie z samym sobą poradzić wydaje mi się troszkę zbędne ;)

Ależ oczywiście. JPS (2012-12-04 12:11:24)

Sobotch, masz świętą rację. Sęk tylko w tym, że wolałbym (i mniemam, że nie tylko ja) zobaczyć mecz Allena z Williamsem (czysto przykładowo), a nie Kinga z Brecelem, niczego nie ujmując obu panom.

Może sobotch (2012-12-04 09:49:53)

... i racja, ale to nie jest żadne wytłumaczenie, ponieważ poważni ludzie nie porównują 27 turniejów PTC do zawodów rangi UKC, gdzie do zawinięcia jest czek na 125000 jednostek miary. Jak się Allen czy inny Williams zmęczyli półturniejami, to bardzo szybko zmęczą się nimi zajmowane przez nich miejsca w rankingu.

Wygranej Króla i owszem. JPS (2012-12-04 01:08:54)

Spodziewał się. Jam to, nie chwaląc się, typował. A co do rzezi faworytów, to niestety wychodzi przeładowanie sezonu przez Hearna. Kolejny turniej pokazuje, że co niektórzy są tak zajechani, że koń po westernie kojarzy się przy nich z panienkami na karaibskiej plaży.