Mistrzostwa Świata – dzień trzynasty (cz. 2)

(2014-05-02 00:01:25)
Mistrzostwa Świata – dzień trzynasty (cz. 2)

Mecz Robertson – Selby miał bardzo podobny początek do pierwszego półfinału. Zawodnicy wymieniali się wzajemnie frejmami i prowadzeniem, aby na przerwę zejść z remisem. Gra jednak, a szczególnie jej aspekt taktyczny, stał na dużo lepszym poziomie niż w porannym spotkaniu, a nieliczne błędy były skrupulatnie wykorzystywane przez rywala. I tak w partii pierwszej, kiedy Australijczyk spudłował nieoczekiwanie czarną z punktu na początku podejścia – Anglik pewnie wygrał frejm. Gdy on sam nie trafił robiącej czerwonej w partii drugiej, to Centurion – takim nowym przydomkiem Neila Robertsona przywitał na wejściu Rob Walker – skradł partię, wspaniale czyszcząc kolory. Partia trzecia to drobny błąd Jestera na odstawnej i wypracowanie przez Neila przewagi, przy której rywal potrzebował snookera. Anglik dwa razy skutecznie zmuszał do faulu Australijczyka, ten jednak chwilę potem wbijał najpierw żółtą, a później zieloną. Szczególnie to drugie uderzenie, zagrane dublem po długości stołu do żółtej kieszeni ze strońcem po brązowej, było klasy światowej. Mark wziął rewanż we frejmie czwartym, kiedy nękał Neila bardzo skutecznymi odstawnymi, aż w końcu uzyskał pozycję do wbicia i zbudował pierwszą setkę meczu.

Po przerwie znakiem firmowym pojedynku stały się tragiczne pudła na prostych wbiciach autorstwa Neila Robertsona. Frejm piąty – ostatnia czerwona zostaje w kieszeni; frejm szósty i siódmy to świetne wbicia przez cały stół na początek i po chwili pudła na czarnej z punktu. Szczególnie pechowa była dla Australijczyka lewa dolna kieszeń (ta sama, która po południu była szczęśliwa dla Barry’ego Hawkinsa, wciągając mu kluczową bilę, dzięki czemu Anglik wygrał frejm), która kilka razy minimalnie zatrzymała bile na stole. Mark natomiast był w gazie; nie przejmował się traconą czasami pozycją, ale zagrywał świetne wbicia z półdystansu dla podtrzymania podejścia. Wyszedł w ten sposób na trzyfrejmowe prowadzenie. Partia ósma to jednak odrodzenie Australijczyka, który wygrał frejm brejkiem stupunktowym.

Mark Selby (Eng) 5-3 Neil Robertson (Aus)
65-1 (65), 55-61 (Selby 54), 41-75, 138-0 (133), 88-34, 71-21, 119-1 (72), 0-130 (130)

W dniu wczorajszym, pisząc tekst podsumowujący fazę ćwierćfinałową, zapomniałem wspomnieć o brejkach stupunktowych. W środę padły takie dwa, jeden autorstwa Ronniego O’Sullivana, a drugi został oczywiście wbity przez Neila Robertsona. Natomiast w ćwierćfinałach zawodnicy wbili łącznie dziewięć brejków trzycyfrowych – to o jeden więcej niż rok temu, ale aż o dziesięć mniej niż w rekordowym roku 2009. Natomiast w pierwszym dniu półfinałów padły kolejne trzy „setki”, po jednej autorstwa Ronniego O’Sullivana, Marka Selby’ego i Neila Robertsona. Łącznie w tym roku w Crucible padło jak na razie 47 brejków stupunktowych; na szczycie listy niezmiennie pozostaje 140 punktów wbite przez Australijczyka.

Crucible – ogłoszenia drobne

Dzisiaj odbyła się również konferencja prasowa, na której Barry Hearn podał dalsze szczegóły dotyczące przyszłorocznego kalendarza rozgrywek. Wspominany wcześniej turniej Champion of Champions będzie rozgrywany nie tylko w przyszłym sezonie, ale przez następne pięć lat. Telewizja ITV4, transmitująca te zawody na terenie Wielkiej Brytanii, była więcej niż zadowolona ze wskaźników oglądalności, co skutkuje także zawiązaniem umowy na nowy turniej World Grand Prix. Będzie to turniej zaproszeniowy dla zawodników, którzy zajmą miejsca 1–32 w jednorocznym rankingu zarobkowym (inaczej niż w przypadku Masters, w którym gra szesnastu zawodników najlepszych na przestrzeni dwóch lat). Nagroda główna wynosić ma 100000£ i nie będzie wliczana do rankingu zawodnika.

AUTOR: SAWA

Na fotografii zewnętrznej: Mark Selby; wewnętrznej: statystyki meczu Robertson – Selby

autor: Wanda

Dodaj komentarz Komentarze (3)
Do znudzonego ev (2014-05-02 18:05:09)

Proponuję zmianę dyscypliny. Może od razu finał do 3 wygranych a co tam. Przynajmniej przeciwnicy Ronniego by się cieszyli, bo jak wiadomo Idol rozkręca się później ;) C' mon Ronnie, c'mon Neil :)

Mniej frejmów to byłaby porażka kisio (2014-05-02 11:06:24)

Ponieważ presja byłaby od początku każdy wolałby się wdać statyczną memłaninę niż ryzkować otwartą grę.
Obecny format sprawia że warto na początku trochę ryzykować podjąć otwartą grę by się wkręcić w rozgrywkę i może zbudować przewagę.
Krótsze partie zmieniłby mistrzostwa tylko na gorsze.

po trzy sesje-horror znudzony (2014-05-02 08:15:18)

ograniczenie do 13-15 frejmów uatrakcyjniłoby imprezę