Jimmy White

Jimmy White

Data urodzenia: 2 maja 1962
Kraj: Anglia
Przydomki: The Whirlwind
Zawodowiec w latach: 1980 -
Najwyższy break turniejowy: 147
Ilość wygranych turniejów rankingowych: 10

Zwycięstwa w turniejach rankingowych

Mercantile Credit Classic: 1986, 1991
Grand Prix: 1986, 1992
British Open: 1987, 1992
Canadian Masters: 1988
European Open: 1992
UK Championship: 1992
Daily Record Players Championship: 2004

Zwycięstwa w innych ważnych turniejach

Scottish Masters: 1981
Benson & Hedges Masters: 1984
Irish Masters: 1985 - 1986
Pot Black: 1986
Premier League Snooker: 1993

Wstęp

Jimmy White (naprawdę James Warren White) urodził się 2 maja 1962 r. w Londynie. Jego największym osiągnięciem jest sześciokrotne osiągnięcie finału Mistrzostw Świata - nie wygrał ich jednak ani razu. Nigdy też nie zajął pierwszego miejsca na liście rankingowej. Przez dwa sezony znajdował się na drugiej pozycji. White jest autorem drugiego brejka maksymalnego w historii Mistrzostw Świata - wbił go w 1992 r. Gra w sposób bardzo widowiskowy, czym zaskarbił sobie sympatię ogromnej rzeszy kibiców.

Początki zawodowej kariery

Jimmy White rozpoczął karierę zawodową w 1980 r. po sukcesach amatorskich. Już rok później zadebiutował na Mistrzostwach Świata, gdzie przegrał w pierwszej rundzie z późniejszym mistrzem, Steve'em Davisem 8-10. W swoim drugim występie w Sheffield, w 1982 r. zaprezentował się znakomicie i awansował do półfinału, gdzie stoczył niezapomniany pojedynek z Alexem Higginsem. Zaledwie 19-letni Anglik miał ogromną szansę na awans do meczu finałowego, prowadził bowiem w meczu 15-14, a w partii trzydziestej 59-0, kiedy pomylił się na niezbyt trudnej czerwonej i dał szansę rywalowi na powrót do meczu. White nie spodziewał się pewnie, że w tym momencie Higgins wykona wspaniałe czyszczenie stołu, które przejdzie do historii i dołoży do tego wygraną w decydującym frejmie meczu. Gdyby o tym wiedział, dużo dokładniej przygotowałby się do zagrania czerwonej, którą spudłował.

To, co nie udało się w 1982 r. udało się po dwóch latach: Jimmy White zagrał w finale Mistrzostw Świata. Wówczas lepszy od niego okazał się Steve Davis. Mimo że młodszy z Anglików zdołał powrócić do meczu od stanu 4-12, tytułu nie zdobył przegrywając 16-18. Gdyby mu się to udało zostałby najmłodszym mistrzem świata, "detronizując" Alexa Higginsa.

W 1984 r. Jimmy White i Alex Higgins zostali mistrzami świata w grze deblowej, więc można uznać to za pocieszenie dla White'a. Na początku roku sięgnął on także po jedyny w swojej karierze tytuł w turnieju Masters. W finale pokonał Terry'ego Griffithsa 9-5.

W 1986 r. Anglik osiągnął pierwsze zwycięstwo w turnieju rankingowym. W finale Mercantile Credit Classic wygrał z Cliffem Thorburnem 13-12. W tym samym roku zdobył też tytuł w Grand Prix, gdzie w ostatnim meczu okazał się lepszy od Rexa Williamsa.

W końcówce lat osiemdziesiątych Jimmy'emu White'owi udało się wygrać jeszcze dwa turnieje rankingowe: British Open 1987 i Canadian Masters 1988. Pomogły mu one znaleźć się na drugim miejscu światowego rankingu w sezonie 1987/1988 i sezon później. Do finału Mistrzostw Świata jednak nie awansował.

Lata dziewięćdziesiąte - pechowe Mistrzostwa Świata

Za to lata dziewięćdziesiąte przyniosły Anglikowi aż pięć mistrzowskich finałów z rzędu! Wydawałoby się, że w związku z tym White ma na koncie choć jeden tytuł w tych zawodach. Jednak za każdym razem po meczu finałowym był "tym drugim". Aż czterokrotnie spełnienie marzeń każdego zawodnika uniemożliwił mu Stephen Hendry wygrywając w roku 1990, 1992, 1993 i 1994 (Było to najbardziej dramatyczne spotkanie ze wszystkich, zakończone wygraną Szkota 18-17. White budował w ostatnim frejmie brejka, który powinien dać mu wygraną, pomylił się jednak na prostej czarnej z punktu i do stołu już nie wrócił). W 1991 r. lepszy od White'a okazał się John Parrott, który zdobył wówczas jedyne mistrzostwo świata.

W 1995 r. White i Hendry spotkali się w Crucible po raz kolejny, tym razem w półfinale. Nie wpłynęło to jednak na zmianę końcowego wyniku - znów zwyciężył Szkot wbijając przy tym brejka maksymalnego, a następnie zdobywając mistrzostwo świata. Warto zauważyć, że trzy lata wcześniej uniemożliwił taki wyczyn White'owi, który w pierwszej rundzie zrobił właśnie magiczne 147, a następnie dotarł do finału. White przegrał wówczas z Hendrym 14-18 tracąc na koniec meczu dziesięć kolejnych frejmów.

W 1996 r. para, która w latach 1992-1994 toczyła bój o mistrzostwo miała szansę zrobić to po raz kolejny. Plany te pokrzyżował jednak Peter Ebdon pokonując Jimmy'ego White'a 13-12 w ćwierćfinale i to właśnie on zagrał u boku Hendry'ego w ostatnim pojedynku. Rok później White przegrał niespodziewanie już w pierwszej rundzie z Anthonym Hamiltonem 9-10, ale gdy powrócił do Sheffield w roku 1998 odniósł swój wielki triumf pokonując za szóstym razem Stephena Hendry'ego i to już w pierwszej rundzie.

Nie tylko porażki

Choć lat dziewięćdziesiątych Anglik nie może uznać za udane pod względem mistrzostw świata, może pochwalić się innymi sukcesami jak np. pokonanie Stephena Hendry'ego 10-4 w finale Mercantitle Classic prowadząc po pierwszej sesji 9-0, oraz cztery zwycięstwa rankingowe w 1992 r. (w European Open, Grand Prix, British Open i UK Championship). Kolejny tytuł rankingowy zdobył dopiero dwanaście lat później, kiedy w finale Players Championship pokonał Paula Huntera 9-7.

Było to dosyć niespodziewane zwycięstwo, bo od początku nowego tysiąclecia White przestał odnosić w snookerze większe sukcesy. Nie osłabła jednak sympatia kibiców, którą słychać wyraźnie w czasie meczów, szczególnie w londyńskim Mastersie. Jeżeli do tego doda się wrzawę, którą robią kibice O'Sullivana atmosfera wydaje się bliższa boiskom piłkarskim. Ostatnie spotkanie na Wembley tych dwóch uwielbianych przez publikę zawodników miało miejsce w roku 2004 r. w przegranym przez White'a półfinale (jak dotychczas był to ostatni tak dobry jego występ w tych zawodach).

Kryzys

Poważny kryzys w grze White'a nadszedł w sezonie 2006/2007, gdy zajmował 34. lokatę w rankingu, choć w poprzednim sezonie był na ósmym miejscu. Od sezonu 2007/2008 White walczy o utrzymanie się w Main Tourze i sporadycznie pojawia się w fazach telewizyjnych zawodowych turniejów. W sezonie 2010/2011 zajmuje w rankingu 60. pozycję.

W turnieju UK Championship 2010 Anglik dotarł do fazy telewizyjnej, gdzie zmierzył się ze swoim odwiecznym rywalem, Stephenem Hendrym. Tym razem również triumfował Szkot (9-8).

Czy wiesz, że?

- Jimmy White porwał ciało swojego zmarłego brata z kostnicy i pojechał z nim na stypę. Kiedy White chciał odwieźć ciało brata z powrotem, nie udało mu się przekonać taksówkarza, że brat nie daje oznak życia, gdyż jest mocno pijany. Taksówkarz wezwał policję, ale choć początkowo wybuchła afera, nie wyciągnięto z tego żadnych poważnych konsekwencji.
- White gra także w pokera i, podobnie jak w snookerze, robi to w widowiskowy sposób.

Ostatnia aktualizacja: 21 grudnia 2010

Autor: Mickey147

Dodaj komentarz Komentarze (19)
Wielki zawodnik wiecho (2011-11-08 23:12:36)

Oglądałem White'a w latach 90-tych, to po prostu wirtuoz snookera, zaskakujące zagrania, magiczne rotacje, po prostu oglądając go przeżywało się prawdziwe emocje. Niestety miał jedną wadę, po wielu fenomenalnych zagraniach, które rzucały wręcz na kolana, a czasem wydawały się przeczyć prawom fizyki, potrafił spudłować dość prostą bilę. Takie momenty dekoncentracji spowodowały, że nigdy nie zdobył mistrzostwa świata. Nie zmienia to jednak faktu, że był artystą snookera, a nie zaprogramowanym na perfekcyjne wbijanie bil robotem - i to właśnie White'a oglądało się zawsze z przyjemnością. Do dziś serce mi krwawi, że taki gracz jak White nie ma na koncie ani jednego tytułu, a historia snookera zna przypadki mistrzów świata będących zwykłymi rzemieślnikami tego sportu.

The Best paolo219 (2010-04-20 23:57:27)

Come on Jimmy

The Best paolo219 (2010-04-20 23:57:21)

Come on Jimmy

Jimi White- He is THE BEST witEK (2010-04-20 14:24:31)

Oglądam snookera od 20 lat i nie widziałem lepszego snookerzysty. To jest artysta a nie rzemieślnik czy robot. Podziwiam O'Sullivana, Higginsa, kibicuję Williamsowi ale tylko Jimi potrafił budzić takie emocje swoją grą

suprise l0o= (2009-05-10 02:28:49)

jestem fanem Jimmiego, ale w wsos przegrał z 14 latkiem 4-3 .....kiedys budził moj podziw.

Nieładnie anty rmn (2009-04-24 18:28:58)

Nie zabronisz mi krytykować Jimmy'ego Whita rmn. Zgoda kija w ręku nie miałem ale 63 pozycja nie pokazuje tego. A sam miałeś, mądralo? ha, ha

white rmn (2008-10-08 23:02:40)

tak, fakt, to Jego zobaczyłem pierwszy raz w latach 90 w tv i od tamtej pory gram w kulki i oglądam snookera. Brawo JM. Zakaz krytykowania Jimmiego!!! Bo jest bezpodstawne. Wypowiadają się experci co kija w ręku nie mieli.

Jimmy White - RULES Flamewell (2008-04-30 22:47:33)

Dzięki temu człowiekowi, zacząłem notorycznie oglądać Snookera. Jestem mu wdzięczny po wsze czasy i zawsze będę mu kibicował. Nie obchodzą mnie rankingi, nie raz miałem okazję podziwiać jego kunszt. Nie mówiąc już o wiernej widowni, która nie raz wsparła go słowem, nie tylko kierowanym do Naszego Mistrza. Kto oglądał, ten rozumie ... Jimmy "Wihrlwind" White - Wirtuoz Snookera.

WHITE David (2008-01-21 20:45:50)

J.White jest najlepszym przykładem,jak wygląda upadek wspaniałego snookerzysty!!!To jest żałosne!Szkoda!Wstyd! Myślę,że powinien pomyśleć o zakończeniu kariery,aby bardziej się nie pogrążyć.Mimo wszystko bardzo go lubię i podziwiam za przeszłość snooker'ową.

Cóż to był sezon dla niego as 11 (2007-05-25 16:09:35)

No po prostu katastrofa. Jeden ćwierćfinał (dlatego, że Lee nawet nie przyjechał do Chin) i tyle. Bardzo go lubię. Oby w przyszłym sezonie pokazał się z dobrej strony. Liczę na niego. GO JIMMY ! ! !

Skupmy się... JPS (2007-04-29 01:23:46)

Bańka, a co odkrywczego można napisać o facecie, który był zdecydowanie najlepszy na świecie, a mimo to jakimś cudem udało mu się ani razu nie zostać mistrzem świata? :| Pech? Fatum? Czy może spisek żydów, masonów i starej nomenklatury?

Zgadzam się. Bańka (2007-04-28 10:43:02)

Tak, to prawda Trump już nie długo będzie świetnie grał. Chociaż ja myślę, że tutaj może skupmy się na White`cie.

Trump? JPS (2007-04-28 02:31:05)

Zabrakło mu... tak na moje oko z pięciu lat;)

snookerowy król marcovan (2007-04-26 14:55:18)

zgadzam się. jimmy white to niezwykły talent, a równocześnie wielki pechowiec. uwielbiam oglądać jego grę. taka wrodzona swoboda przy stole. żal, że ostatnio jest mniej okazji, by go zobaczyć... forma jakby nie ta.... nieprędko zobaczymy kogoś takiego jak on. choć kto wie? widzieliście judda trumpa? oj, niewiele zabrakło temu 17-latkowi by pokonać w 1. rundzie mś shauna murphy'ego. spodobał mi się - bardzo swobodny, wyluzowany przy stole. jeszcze odrobinę wyrachowania i taktyki, a będzie z niego mistrz!!!

Jimmy ! Elf (2007-02-19 09:13:32)

Jestes najlepszy !

numer 1 all-time Eder (2007-02-14 21:07:53)

niech zaluja ci co nie mieli okazji ogladac go w latach swietnosci. tylko ronnie jest rownie naturalnym talentem, rownie szybko i widowiskowo gra. juz na zawsze bede zalowal ze nie wygral ani razu najwazniejszego tytulu :-( w 1994 brakowalo mu kilku bil gdy idac po korone reka zadrzala przy wbijaniu latwej czarnej z punktu.

Jimmy the best Vinnie (2007-02-04 22:25:05)

super zawodnik bardzo go lubie, swietny zawodnik choc juz nie najmlodszy GO JIMMY GO!!!!

LATAJąCY KIJ! IRDA (2007-01-29 21:19:17)

zwała, kiedys oglądałam mecz, jak rozwalił kij o stól. :P poza tym świetny gracz. :)

Uwielbiam oglądać z nim mecze Magda (2007-01-02 20:25:15)

Jakim on sie cieszy szacunkiem wśród kibiców!! Dlatego aż miło popatrzeć jak coś wygrywa:) Fajny, nieobliczalny zawodnik